raz w roku zdarza się, że tak mnie dopada
rzuca o podłogę nokautując swoją siłą
nie byle katar, nie jakiś kaszel
tylko prawdziwa, autentyczna, wredna flądra

choroba

zaparła dech w piersiach, zabrała oddech i jasny pogląd na świat
podnosze sie z klęczek, z tej nierównej walki wychodzę bardzo potłuczona…

jestem zmęczona
przede mną tydzień urlopu i co?
jak na razie zaczynam go rewelacyjnie, rekonwalescencyjnie?
a taka pogoda za oknem, jak marzenie
to niesprawiedliwe!!!!!